Ciasto bardzo czekoladowe bez mąki

Za każdym razem gdy widzę na straganie maliny, nie mogę się powstrzymać i kupuję koszyczek. Zwykle mam dylemat – jeść czy patrzeć 🙂 Najbardziej smakują mi prosto z koszyczka. Nie lubię, gdy maliny są zapieczone w cieście, uwielbiam za to ciasta dekorowane świeżymi owocami. A ponieważ maliny kochają towarzystwo czekolady, zapraszam was na ciasto bardzo czekoladowe bez mąki ze świeżymi malinami i jeżynami.

IMG_4305

 

 

To ciasto jest wilgotne, o intensywnym czekoladowym smaku. Ilość cukru można zmniejszyć nawet o 1/3 (ja tak zrobiłam). Ciasto w trakcie pieczenia rośnie a następnie jego środek pęka i się zapada. To nic, bo można go wypełnić czymś pysznym, np. bitą śmietaną i owocami 🙂

Ciasto czekoladowe z malinami

 

Ciasto bardzo czekoladowe bez mąki (bezglutenowe)
Prep time: 30 mins
Cook time: 45 mins
Total time: 1 hour 15 mins
Serves: 6
Składniki
  • 3 łyżki masła
  • 1,5 tabliczki (150g) gorzkiej czekolady (min. 70% kakao)
  • 6 jajek (w temperaturze pokojowej)
  • 1 szkl. cukru
  • 3 łyżki kawy rozpuszczalnej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżka ekstraktu waniliowego
  • Do podania
  • maliny, jeżyny lub inne sezonowe owoce
  • bita śmietana
Przygotowanie
  1. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Dno tortownicy (23cm) natłuszczamy i wykładamy papierem.
  2. Masło i czekoladę topimy w kąpieli wodnej.
  3. Oddzielamy białka od żółtek. Żółtka ubijamy z połową cukru do uzyskania jasnej, puszystej masy (ok. 3 minut). Dodajemy kawę i sól, miksujemy jeszcze 1 minutę. Następnie dodajemy ekstrakt waniliowy i czekoladę i miksujemy do połączenia składników.
  4. W osobnej misce ubijamy białka. Do ubitych białek dodajemy pozostały cukier (0.5 szkl.) po jednej łyżce, cały czas miksując.
  5. Ubite białka dodajemy po trochu do masy czekoladowej i mieszamy delikatnie łyżką, do połączenia. Masę przelewamy do tortownicy i wstawiamy do piekarnika na około 40-45 minut. Po upieczeniu studzimy na kratce, ciasto wyjmujemy z formy po całkowitym wystygnięciu.
  6. Podajemy z polewą czekoladową lub bitą śmietaną i owocami. Smacznego!

Źródło przepisu: Martha Stewart

Chłodnik z mango

W słoneczny, wrześniowy weekend zapraszam Was na słoneczny chłodnik z mango.

Chłodnik z mango

Połączenie mango, ogórków, papryki i czosnku(!) może wydać się dziwne, wg mnie jest jednak genialne. Danie jest dla osób lubiących nowe smaki lub po prostu kochających mango. Tak się składa, że zaliczam się do obu grup, więc kiedy znalazłam ten przepis, od razu się w nim zakochałam. Z góry jednak uprzedzam że tradycjonalistów nie zadowolicie. U mnie skończyło się tak, że całość zjadłam sama. I byłam bardzo zadowolona 🙂

Chłodnik z mango

Chłodnik z mango
Prep time: 20 mins
Total time: 20 mins
Serves: 4
Ingredients
  • 2 dojrzałe mango
  • 2 szkl świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego
  • 2 ogórki gruntowe
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 3 łyżki soku z cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • 2 łyżki natki pietruszki lub kolendry
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki sosu sojowego (opcjonalnie)
Instructions
  1. Mango obieram ze skórki i kroję w kostkę. Ogórki obieram ze skórki, kroję na kilka kawałków.
  2. Dodaję do blendera sok z pomarańczy, mango i oliwę, miksuję na wysokich obrotach do uzyskania gładkiej, jednolitej masy.
  3. Dodaję pozostałe składniki i krótko pulsuję, tak aby rozdrobnić warzywa, nie zmiksować.
  4. Próbuję i ewentualnie doprawiam solą, pieprzem i sosem sojowym.

 

Grillowana cukinia na azjatycką nutę

Cukinia to jedno z tych warzyw którego latem zawsze jest pod dostatkiem, czasem nawet w nadmiarze :). Warto mieć pod ręką kilka sprawdzonych przepisów, żeby całe to dobrodziejstwo się nie zmarnowało. Grillowana cukinia to chyba mój ulubiony sposób na to warzywo – idealnie uzupełnia letni obiad a wszelkie nadwyżki można wykorzystać w sałatkach lub kanapkach (zwłaszcza z kozim serem – mniam!).

Grillowana cukinia

Sednem przepisu jest azjatycki dressing z pastą miso. Mam nadzieję że ten egzotyczny składnik was nie zniechęci – z łatwością dostaniecie go w większych marketach. Zwracajcie jednak uwagę na skład – pasta miso zdecydowanie nie powinna zawierać wzmacniaczy smaku typu glutaminian sodu.

Na początku podchodziłam do pasty miso nieufnie, dodawałam ją po troszeczku do różnych dań – zup, sosów, dressingów, z czasem nie tylko azjatyckich. Polubiłam ją już na tyle, że zaopatrzyłam się w prawie pół kilogramowe opakowanie w Kuchniach Swiata 🙂

Grillowana cukinia

Przepis znaleziony tutaj.

Grillowana cukinia na azjatycką nutę
Prep time: 5 mins
Cook time: 6 mins
Total time: 11 mins
Serves: 2
Ingredients
  • 1 łyżka jasnej pasty miso
  • 1łyżka syropu z agawy (lub miodu)
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 4 młode cukinie
  • oliwa z oliwek
  • sezam do posypania (opcjonalnie)
Instructions
  1. Cukinię myję, odcinam końcówki i kroję w ćwiartki. Smaruję lekko oliwą i grilluję ok 5-6 minut.
  2. W międzyczasie przygotowuję dressing mieszając wszystkie składniki w miseczce lub słoiku.
  3. Gotową cukinię wykładam na półmisek, delikatnie smaruję dressingiem, posypuję sezamem i podaję natychmiast. Smacznego!
Notes
Zdecydowanie najlepiej sprawdzi się młoda cukinia, starsza może mieć gorzkie pestki które należy odkroić.

Jaki jest Twój ulubiony sposób na cukinię?

Owocowy pudding chia

Mam nadzieję że puddingi z nasionek chia jeszcze Wam się nie znudziły 🙂 Ostatnio przez blogi kulinarne przetoczyła się fala przepisów na ten pyszny deser, i oczywiście ja również musiałam go przygotować. Pudding chia można przygotować na dwa sposoby – wykorzystując całe nasionka które pęcznieją i nadają fajną teksturę, lub miksując nasionka z masą mleczno owocową, otrzymując w ten sposób jednolity, gładki deser. W obu przypadkach trzeba się niestety wykazać odrobiną cierpliwości podczas gdy pudding pęcznieje w lodówce.

Pudding chia z owocami leśnymi

Pudding chia genialnie sprawdza się jako szybkie śniadanie (o ile pamiętamy aby nastawić go wieczorem), lub w wersji deserowej z bitą śmietaną (u mnie kokosową) i kruszonką. Do dzieła!

Owocowy pudding chia
Prep time: 15 mins
Total time: 15 mins
Serves: 2
Ingredients
  • 1 szl mleka migdałowego lub innego roślinnego, ewentualnie krowiego
  • po 1/4 szkl truskawek, jagód i malin
  • 1/4 szkl nasionek chia
  • 5 daktyli
  • 160 g mleka kokosowego (mała puszka)
  • kilka ciastek pełnoziarnistych
Instructions
  1. Daktyle zalewamy wrzątkiem, odstawiamy na 5 minut. Owoce myjemy i osuszamy.
  2. Do blendera wkładamy: mleko migdałowe, owoce, daktyle (odsączone z wody) i nasiona chia. Miksujemy na wysokich obrotach do uzyskania gładkiej, jednolitej masy.
  3. Pudding przekładamy do pucharków lub szklanek, wstawiamy do lodówki na kilka godzin.
  4. Puszkę mleka wkładamy na min. kilka godzin do lodówki. Schłodzone mleko wyciągamy z lodówki i zbieramy z góry śmietankę, wodę odlewamy i wykorzystujemy np. w koktajlu.
  5. Śmietankę ubijamy mikserem (mnie zajęło to ok 3 minut). Pod koniec ubijania dodajmy cukier puder do smaku. Ubitą śmietaną dekorujemy wierzch deseru. Posypujemy pokruszonymi ciasteczkami. Smacznego!
Notes
Nie udało mi się ubić śmietanki kokosowej na sztywno, więc wyłożyłam ją na pudding i wstawiłam do lodówki na ok. 30 minut aby stężała.

 

Uff, jak gorąco! Lemoniada truskawkowa

Latem gotuję bardzo prosto, jeśli w ogóle. Bez problemu mogłabym przeżyć na chlebie z pomidorem, gotowanym bobie, koktajlach owocowych i lemoniadzie. Zastanawiałam się czy tak prosta rzecz jak lemoniada zasługuje na wpis, ale najprostsze rzeczy są często najsmaczniejsze. Poza tym jest to genialny sposób na wykorzystanie truskawek „drugiej świeżości”. A truskawki nie mogą się zmarnować!

Lemoniada truskawkowa

A wicie że z tych samych składników można również wyczarować pysznego, letniego drinka? Wystarczy że macie pod ręka prosecco lub szampana i zmiksujecie  go razem z truskawkami! No na prawdę prościej się nie da 🙂 Do dzieła!

 

Lemoniada truskawkowa

Uff, jak gorąco! Lemoniada truskawkowa
Prep time: 5 mins
Total time: 5 mins
Serves: 4
Ingredients
  • 0.5 kg truskawek
  • sok z 2 cytryn
  • 1,5 l wody mineralnej
  • syrop z agawy, miód, lub syrop cukrowy *
  • lód
Instructions
  1. Truskawki myję i usuwam szypułki, następnie blenduję z sokiem z cytryny. Pulpę owocową mieszam z wodą, słodzę do smaku syropem z agawy. Lemoniadę podaję schłodzoną z kostkami lodu. Smacznego!
Notes
Ważne, aby użyć słodzika który łatwo się rozpuszcza również w chłodnym płynie. Syrop z agawy można zastąpić gotowym lub domowym syropem cukrowym.[br] [br]Jeśli nie posiadasz wysokoobrotowego blendera radzę przecedzić pulpę truskawkową przez sitko o drobnych oczkach.

 

Śniadaniowa sałatka owocowa

Letnie śniadanie musi zawierać owoce – placuszki, owsianka lub  jogurt plus truskawki albo jagody i od rana jestem w niebie 🙂 Kiedy potrzebuję na prawdę pożywnego śniadania sięgam po owsiankę lub ostatnio coraz częściej kaszę jaglaną – właśnie w postaci orzeźwiającej, owocowej sałatki.

Owcowa salatka śniadaniowa

Sałatkę można zrobić dzień wcześniej i tuż przed podaniem polać dressingiem. Można również zamienić kaszę jaglaną na quinoa a migdały na orzechy włoskie lub pekan. Taka sałatka idealnie sprawdzi się również jako drugie śniadanie lub lunch do pracy. Smacznego!

Śniadaniowa sałatka owocowa
Prep time: 30 mins
Cook time: 15 mins
Total time: 45 mins
Serves: 2
Ingredients
  • 1/2 szkl kaszy jaglanej
  • garść jagód
  • garść truskawek
  • kilka listków mięty
  • sok z 1/2 limonki
  • 1 łyżka syropu z agaway
  • garść prażonych migdałów
Instructions
  1. Kaszę jaglaną płukam pod bieżącą wodą. W międzyczasie gotuję wodę w czajniku. Odmierzam 1 szkl wrzątku, przelewam do garnka który stawiam na dużym ogniu. Kiedy woda w garnku zawrze dodaję kaszę jaglaną, zmniejszam ogień i przykrywam garnek pokrywką. Gotuję do momentu aż kasza wchłonie całą wodę, zdejmuję z gazu i odstawiam (przykrytą) na ok.15 minut aby „doszła”. Do sałatki dodajemy przestudzoną kaszę.
  2. Truskawki myję i kroję na ćwiartki. Migdały siekam grubo.
  3. W słoiczku energicznie mieszam sok z limonki, syrop z agawy i miętę pokrojoną w paseczki.
  4. W miseczce mieszam kaszę, jagody i truskawki. Całość polewam sosem i delikatnie mieszam.
  5. Sałatkę podaję posypaną prażonymi migdałami. Smacznego!
Notes
Prażone migdały przygotowuję regularnie, więc zwykle mam je pod ręką. A przygotowuję je tak: migdały wysypuję na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiam do piekarnika ustawionego na 170 stopni. W trakcie prażenia można je delikatnie przemieszać. Migdały są gotowe po ok. 15 minutach. kiedy są suche i chrupiące. Uwaga! Łatwo je przypalić dlatego sprawdzamy w trakcie pieczenia!

Przepis z bloga Oh She glows

Zielona lemoniada grejpfrutowa

Latem rzadko sięgam po zielone koktajle, ich miejsce zajmują wytęsknione koktajle truskawkowe, malinowe, jagodowe. Czasem jednak robię wyjątek – dla wyjątkowego koktajlu. Zimą i wiosną przygotowuję go ze szczyptą rozgrzewającego imbiru i jest moją tajną bronią na przeziębienia. Latem pomijam imbir i popjam go dla zdrowia i ochłody. No i ten kolor!

Zielona lemoniada

„Najtrudniejszy” etap przygotowania to sprawne podzielenie owoców na cząstki tak aby zachować wszystkie sok i miąższ, pozbywając się gorzkich białych błon. Na szczęście jest na to sposób, który znacznie łatwiej pokazać niż opisać 🙂 Tutaj możecie zobaczyć jak robi to Pascal 🙂

Grejpfrut

Zielony koktajl cytrusowy
Prep time: 10 mins
Total time: 10 mins
Serves: 2
Ingredients
  • 2 czerwone grejpfruty
  • 1 pomarańcza
  • sok z 1/2 cytryny
  • pół pęczka natki pietruszki
  • 1 szkl wody mineralnej
  • syrop z agawy do smaku
Instructions
  1. Wykrawamy miąższ z grejpfrutów i pomarańczy.
  2. Wszystkie składniki koktajlu blendujemy na wysokich obrotach. Przelewamy do szklanek i podajemy natychmiast. Smacznego!

 

Poranny koktajl kawowo – bananowy

Latem mój blender pracuje na pełnych obrotach – jak nie koktajl truskawkowy lub jagodowy, to lemoniada arbuzowa, no i oczywiście mleko migdałowe które przygotowuję regularnie. A rano wyczarowuję w nim koktajl kawowo-bananowy. No dobrze, wymaga minimum przygotowań bo orzechy trzeba wieczorem namoczyć aby rano były gotowe, ale ten orzechowy smak w połączeniu z kawą jest na prawdę warty odrobiny wysiłku. Koktajl daje kopa i spokojnie wystarcza za śniadanie, zwłaszcza latem.

Koktajl kawowo - bananowy

Jeden warunek – banany muszą być na prawdę dojrzałe, z czarnymi plamkami. Te mniej dojrzałe często mają gorzkawy posmak, który niestety będzie wyczuwalny w koktajlu.

Przepis zaczerpnięty z Serious Eats

Koktajl kawowo – bananowy
Prep time: 5 mins
Total time: 5 mins
Serves: 2
Ingredients
  • 1 espresso, schłodzone
  • 1/4 szkl orzechów laskowych, namoczonych przez noc
  • 1/4 szkl mleka (ulubione roślinne lub krowie)
  • 1 bardzo dojrzały banan
  • syrop z agawy, ew. inny słodzik – do smaku
  • wiórki kokosowe do posypania (opcjonalnie)
  • kostki lodu
Instructions
  1. Kawę, orzechy (odsączone z wody), mleko i banana umieszczamy w wysokoobrotowym blenderze. Sprawdzamy na słodkość i w razie potrzeby dodajemy syrop z agawy, krótko blendujemy. Koktajl przelewamy do szklanek, dodajemy kostki lodu i posypujemy wiórkami kokosowymi. Smacznego!

Kulinarne migawki z Londynu

Nowe miejsca zwiedzam przede wszystkim kulinarnie – nie zastanawiam się co chcę zobaczyć, tylko czego chcę spróbować. Nie inaczej było w Londynie – do Big Bena dotarliśmy szukając ryby z frytkami, a na London Bridge ze względu na sąsiedztwo Borough Market 🙂 Brzmi Wam to znajomo?

Kulinarne zwiedzanie zaczęliśmy od okolicy w której mieszkaliśmy, czyli Dalston.

W pobliżu naszego mieszkania było małe targowisko, czynne głównie z rana. Pośród owoców, warzyw, ryb i mięs trafiliśmy na malutką manufakturę tureckich placków (a’la naan). Z tego co zrozumiałam wypiekali je głównie na zamówienie restauracji, ale udało nam się kupić na miejscu dwa świeżutkie placki z serem. Czekając na jedzenie przyglądałam się jak dwie panie sprawnie rozwałkowują odmierzone kulki ciasta i wrzucają na gorącą obrotową blachę na której się piekły. Takie placki nawet bez żadnych dodatków smakowały nam wyjątkowo. Właśnie za takie pochowane, czasem zaskakujące miejsca pokochałam Londyn 

Fish & Chips

To danie najbardziej kojarzyło mi się z Wielką Brytanią, więc wiedziałam że go sobie nie odpuszczę. Jednak znalezienie lokalu serwującego fish & chips okazało się wyzwaniem. Rybę z frytkami można oczywiście dostać w restauracjach, ale ja koniecznie chciałam takie z budki, w papierowej tytce. Trafiliśmy właśnie na taki mały lokal w pobliżu stacji Waterloo i St Johns Church. Mieliśmy trochę szczęścia – świeciło słoneczko i było cieplutko, więc zrobiliśmy sobie piknik w maleńkim zielonym parku, tuż obok kościoła.

Pogoda dopisała i rybkę jedliśmy na łonie natury 🙂

Później podczas wizyty na Borough Market okazało się, że tam też serwują rybkę 🙂 Ale było tam tyle pysznego jedzenia, że fish & chips sobie wtedy odpuściłam.

Szał zakupów

Harrods to chyba najbardziej oczywiste miejsce na zakupy w Londynie. Ja wstąpiłam na chwilę i w zasadzie tylko z powodów kulinarnych. Po pierwsze dla makaroników Ladurée, a po drugie żeby zobaczyć co ciekawego mają w sekcji spożywczej. Na obu frontach się nie zawiodłam. Moje zakupy makaronikowy były dość skromne, ale na prawdę pyszne. Na dziale spożywczym straciłam głowę kiedy stanęłam przed ladami z jedzeniem z całego świata. Ostatecznie jednak wybór okazał się zbyt trudny i nie spróbowałam niczego 🙂 I w sumie dobrze, bo moim następnym przystankiem był Borough Market.

Borough Market

Borough Market

Uwielbiam odwiedzać lokalne targowiska. W Londynie jest ich sporo (listę znajdziecie tutaj), ale ja wiedziałam że muszę zajrzeć na Borough Market. Znajduje się on niedaleko dwóch atrakcji turystycznych (wyjątkowo nie-kulinarnych) które też chciałam odwiedzić – The Shard (najwyższy budynek w Londynie z przepięknym widokiem na całe miasto. W cenie biletu lampka szmapana na górze :)) i London Bridge.

The Shard

Borough Market składa się dwóch części – targowej gdzie można kupić świeże produkty, i stoisk z jedzeniem które serwują dania z różnych stron świata. W porze lunchu budki są oblegane i ciężko o skrawek wolnego miejsca do siedzenia. Za to jedzenie jest na prawdę pyszne i w bardzo przystępnych cenach – pewnie dlatego są tam takie tłumy. Jeśli nie lubicie tłoku polecam odwiedzić Borough Market około 16 – stoiska serwują jedzenie do około 17, można obejrzeć wszystko na spokojnie i jest gdzie usiąść. Radzę tylko przyjść z pustym brzuchem 🙂

Wegetarianie i mięsożercy znajdą tu coś dla siebie – ja postawiłam na kuchnię indyjską. Stoisko oferowało tylko dwa dania, a i tak miałam ciężki wybór 🙂 Ostatecznie zdecydowałam się na smakowicie wyglądające naleśniki z soczewicy. Do tego sangria a na deser makaroniki z Laduree kupione w Harrodsie .

Ostatecznie nie udało mi się jednak spróbować jednego z najbardziej znanych dań kuchni brytyjskiej – chicken tikka masala 🙂 To będzie jeden z głównych punktów kolejnego wypadu do Londynu. Może polecicie jakiś lokal? 🙂

 

Jak nie zginąć w Londynie?

London

Blog kulinarny i wpis o londyńskiej komunikacji miejskiej? Ano tak – zapraszam Was na pierwszy wpis o moich przygodach w USA. Podróż zaczęła się jednak od kilkudniowego pobytu w Londynie. Jakie atrakcje turystyczne oferuje Londyn  – wiadomo. Najsławniejsze pewnie jesteście w stanie wymienić z głowy. A jak się po nim poruszać? U mnie wyglądało to tak:

Internet w telefonie?

W Polsce mam internet w komórce. Jest dla mnie oczywiste że poza domem mogę sprawdzić rozkład jazdy autobusów, korzystać z nawigacji, nie mówiąc o dostępie do poczty i Facebooka. Bez poczty i Facebooka mogę żyć, ale bez dostępu do internetu za granicą, czuję się jak bez ręki.

W zeszłym roku podczas trzydniowego wypadu do Barcelony popełniliśmy ten błąd i poruszaliśmy się po mieście tradycyjnie – z papierową mapą. Całe szczęście że wszędzie dało się dojechać metrem, które było bardzo czytelnie rozpisane. Wyjazd był ad hoc i nie było czasu się porządnie przygotować, więc przynajmniej kilka razy w ciągu dnia łapaliśmy się na tym, że fajnie by było sprawdzić w internecie jakie atrakcje mamy w okolicy, sprawdzić godziny otwarcia itd.

Zwiedzanie Barcelony z mapą :)

W Luton już na lotnisku natknęliśmy się na stoisko, gdzie za darmo można było dostać kartę SIM lokalnej sieci. Potem wystarczy wybrać pakiet (koniecznie z dostępem do internetu, bo są różne) i doładować konto. Ceny były rozsądne więc nie zawracaliśmy sobie głowy szukaniem innego operatora i porównywaniem ofert.

W ten oto prosty sposób zanim opuściliśmy lotnisko, byliśmy już połączeni z internetem. Dodatkowy plus jest taki, że mieliśmy lokalny numer i w razie czego mogliśmy swobodnie dzwonić na numery w Wielkiej Brytanii. A ponieważ każde z nas wzięło kartę, mogliśmy też dzwonić do siebie nawzajem za darmo. Ale nie oszukujmy się, dostęp do internetu był tu najważniejszy 🙂

IMG_0837

Pierwsza aplikacja jaką pobrałam na telefon to Citymapper.

Citymapper na ratunek

Londyn jest jednym z tych miast, w których nie opłaca się mieć samochodu. Miasto zapewnia ogromną ilość środków transportu, i zawsze kiedy potrzebowaliśmy przemieścić się z punktu A do B, było przynajmniej kilka opcji. Jedyny problem to ogarnięcie ich wszystkich. I od tego jest Citymapper.

Aplikacja na bieżąco informuje o utrudnieniach – my mieliśmy takie „szczęście”, że akurat podczas naszego pobytu w Londynie odbywał się częściowy strajk komunikacji miejskiej – i dowiedzieliśmy się o nim właśnie z Citymappera. Poza wyszukiwaniem połaczeń, aplikacja obliczy również o której musimy wyjść z domu, żeby zdążyć. Na pierwszy rzut oka widać że jest dopracowana i korzystanie z niej to czysta przyjemność. Latem planujemy wypad do Berlina i tam też zamierzam na nim polegać.

Aplikacja oprócz trasy podaje również jej koszt (przy trasie pieszej kalorie), co znacznie ułatwia życie, zwłaszcza przy transporcie kombinowanym. A skoro już jesteśmy przy kosztach…

Ostrygi w Londynie?

Dzięki Citymapperowi wiedzieliśmy jak poruszać się po mieście. A ile to kosztowało?

W Londynie kwestia biletów została rozwiązana za pomocą uniwersalnej karty Oyster. W automacie kupiliśmy ją za £5/szt. Kartę można też kupić z wyprzedzeniem przez internet. Niestety Oyster jest kartą indywidualną i nie można np. zapłacić jedną kartą za dwie osoby podróżujące razem (z wyjątkiem dzieci do 11 lat które podróżują z opiekunem). To w zasadzie jedyny minus. Poza tym jest bardzo wygodna, doładowujemy ją dowolną kwotą i po prostu jeździmy 🙂

Oyster

Citymapper wyszuka nam zwykle kilka opcji połączeń, niektóre z nich będą tańsze (autobus), inne droższe ale szybsze, np. autobus + metro. Fajne jest to, że korzystając z karty Oyster mamy pewność, że dziennie nie wydamy na transport więcej niż  £8,50, niezależnie od ilości przejazdów. 

Kupowanie biletów papierowych jest zupełnie nieopłacalne, ale można rozważyć zakup biletu całodniowego lub 7-dniowego. Bilet kosztuje około 9 funtów i również pozwala na swobodne korzystanie ze wszystkich środków transportu w określonych strefach.

london-1

To była moja pierwsza wizyta w Londynie, ale jestem pewna że są wśród Was stali bywalcy tego miasta. Jestem strasznie ciekawa Waszych doświadczeń i porad!